Ewakuowani z ul. Wróblewskiego wrócili do mieszkań

fot. Redakcja Radia Gorzów

fot. Redakcja Radia Gorzów

Tydzień trwały podstawowe naprawy uszkodzonych instalacji w czteropiętrowym bloku w Gorzowie Wlkp., w którym doszło do wybuchu i pożaru. Ewakuowani mieszkańcy wrócili do swych mieszkań. Trwa szacowanie strat – poinformował PAP zastępca kierownika ds. technicznych SM Górczyn Ryszard Ignatowicz.

Dodał, że naprawy i przeglądy wymagane przez nadzór budowlany zostały wykonane i odebrane, co pozwoliło na ponowne zasiedlenie budynku. Nadal są prowadzone prace, m.in. związane z wymianą uszkodzonych drzwi do mieszkań.

 – Szkody wyrządzone przez wybuch są znaczące. Najpierw skupiliśmy się na usuwaniu skutków zdarzenia, aby mieszkańcy mogli jak najszybciej wrócić do domów. Dokładne oszacowanie strat zajmie sporo czasu – powiedział PAP Ignatowicz.

Wybuch w piwnicy wstrząsnął czteropiętrowym blokiem przy ul. Wróblewskiego na Osiedlu Górczyn 4 lutego rano. Ewakuowano 48 osób. Nikt nie został ranny, ale wskutek eksplozji i pożaru w piwnicy zostały uszkodzone ścianki działowe i instalacje. Siła wybuchu uszkodziła także drzwi do piwnicy, klatek i mieszkań w dwóch klatkach schodowych.

Inspektorzy nadzoru budowlanego nie stwierdzili, aby w wyniku wybuchu doszło do naruszenia konstrukcji budynku, ale zostały uszkodzone w nim instalacje. Naprawa uszkodzeń trwała tydzień. Dopiero po jej zakończeniu i niezbędnych odbiorach ewakuowani mieszkańcy dwóch klatek mogli 11 lutego wrócić do swoich lokali.

W budynku z użytkowania były wyłączone dwie klatki, a w nich łącznie 20 mieszkań. 10 osobom spółdzielnia zapewniała miejsca w hotelu. Pozostali mieszkańcy przebywali u swoich rodzin.

Zarzuty sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa pożaru i zawalenia się budynku w wyniku eksplozji, nielegalnej produkcji i magazynowania alkoholu usłyszał 57-letni mieszkaniec tego bloku.

Śledczy przypuszczają, że do wydarzenia mogło dojść z powodu nagromadzenia się oparów alkoholu w piwnicy, gdzie podejrzany zajmował się jego wytwarzaniem. W należącej do niego części piwnicy było ponad 300 l alkoholu. Nadal nie ma jednak ostatecznej opinii biegłego na temat przyczyny wybuchu i tego, czy poprzedził on pożar, czy też był jego następstwem.

Podejrzany 57-latek nie przyznał się do spowodowania wybuchu i pożaru. Dodał, że odniesie się do tego zarzutu, kiedy pozna opinię biegłych. Przyznał się do produkcji i magazynowania alkoholu, przekonując, że wytwarzał wino na własne potrzeby. Jako środki zapobiegawcze prokurator zastosował wobec niego dozór policji, 20 tys. zł poręczenia i zabezpieczenie majątkowe tej samej wysokości.

Za zarzut związany z wybuchem i pożarem grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia, a za ten dotyczący produkcji i magazynowania alkoholu wysoka grzywna albo kara pozbawienia wolności, albo obie te kary łącznie. (PAP)

Exit mobile version